24 sierpnia 2020

Śmieci szukam i garum ze skór łososia

Mogłoby się wydawać, że zdobycie czyichś śmieci to prosta sprawa.
„- Hej, czy wyrzucasz coś może? Chciałbyś/chciałabyś mi to oddać?
– No jasne, przecież wyrzucam to do śmieci… Nie ma problemu”.
Prawda jest kompletnie inna. W ramach pobocznego projektu pozyskuje odpadki spożywcze z restauracji i je fermentuję. Ostatnio, moje próby współpracy z warszawskimi restauracjami, wychodzą bardzo kiepsko. Nagle okazuje się, że nigdzie nikt nie wyrzuca żadnych odpadków spożywczych. Zbyt dużo czasu spędziłem, pracując w&nbspróżnych lokalach gastronomicznych na różnych stanowiskach, by choć przez chwilę w to uwierzyć. Śmieszną sytuację miałem ostatnio. Podjechałem do dosyć znanego miejsca w centrum Warszawy, by zapytać się o odpadki. Kelnerka powiedziała, że owszem produkują dużo takich śmieci, oraz jest to super pomysł… po czym poszła porozmawiać z kucharzami. Po jej powrocie usłyszałem następujące słowa: „Kazali powiedzieć, że nic nie wyrzucamy”.
Smutne jest to bardzo. Mentalność, w której lepiej coś wyrzucić. By zgniło. By się zmarnowało. By było nieużyteczne. Tylko żeby się nie przyznać, że się nie ma pomysłów, albo czasu, aby coś przetworzyć.
A może Ty masz lokal albo znajomych, którzy gdzieś pracują? I śmieci, które mógłbym dostać do fermentacji?
Pomimo wielu porażek, jednak coś udało mi się zdobyć. Z niewielkiego lokalu sushi dostałem skóry z łososia. Zblendowałem je z koji jęczmiennym, solą i odrobiną wody. Inspirując się rzymską tradycją fermentacji garum w pełnym słońcu, słoik wylądował na balkonie, gdzie będzie spokojnie czekać, by osiągnąć pełnię smaku i aromatu. Pomimo tego, że upłynęło niewiele czasu, to już ma intensywny smak,
a zapach sprawia, że okoliczne koty podnoszą z zaciekawieniem głowy.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *